Metoda nauk matematycznych cz. 5

Idealna nauka widziałaby intuicyjnie wszelką prawdę i nie potrzebowałaby rozwijać mozolnie, w przestworze czasu, łańcucha dowodzeń. Słabości dowodem jest potrzeba opierania jednych prawd nu drugich; ale słabość ta byłaby nie do uleczenia, gdyby potrzeba było snuć do nieskończoności ogniwa zdań; prawda wciąż by się nam wymykała; mielibyśmy wiele zdań sprzężonych logicznie, lecz któż by nas zapewnił, że to są prawdy? Na czole każdego szeregu prawd są zasady, to jest prawdy przedwstępne, nadające zdaniom, jakie do nich przyłączy dedakcja, pewność naukową.

Niektórzy z sofistów zapytywali się jeszcze; czy dowodzenie. zamiast rozwijać się do nieskończoności, jakoby w linii prostej, nie wraca raczej do samego siebie, niejako kółkiem, i czyli ciąg prawd dowiedzionych nie tworzy całości skończonej i zamkniętej. Arystoteles osądzi! to zdanie, mieszczące w sobie sprzeczność, w sposób następujący.

Przypuśćmy, że szereg prawd, wyciągniętych jedno z drugich dedukcyjnie, jest kohający (circułus), i że składa się np. z czterech terminów A, B, C, D. Podług nadmienionej hipotezy, D będzie następstwom terminu C, C następstwem B, B następstwem A, A następstwem D.

Comments

  1. By Reklama